25

SATYRA KRZYSZTOFA DZIKOWSKIEGO

Krzysztof Dzikowski współpracował z satyrycznym magazynem radiowym „Dziewiątka”, audycją i koncertem „Podwieczorek przy mikrofonie” oraz drukował w tygodniku satyrycznym „Szpilki”.

Utwór „Pechowe imię” (Ludwiku do rondla) wykonywał mistrzowsko Wiesław Michnikowski w „Podwieczorku…”, był też drukowany w „Szpilkach”, gdzie również były zamieszczone prezentowane tutaj utwory.

0a
8
20
fot-miroslaw-mizera

Drukowane w tygodniku „Szpilki”

Satyra w pigułce

Pod ten jawor szumiący, w miejsce ocienione,

porosłe świeżą trawą, kwieciem umajone,

gdzie Naczelny Satyryk przyjeżdżał ze świtą,

by odetchnąć powietrzem, pospać, nieco wypić,

w to miejsce przyszedł Satyr – Pan, półbóg rogaty

znacząc ślad kopytkami wśród świeżutkiej trawy

zaczął grać na swym flecie na satyrzą modłę

tęsknie, misterne trele – wtem zmącił melodię

dźwięk klaksonu, bo właśnie w tej chwili

Pan Satyr nadjeżdżał – na niedzielny wyraj.

Musiał przestać grać  satyr – czym prędzej się zbierać

/dla kawału ktoś mógłby go z fuzji postrzelić/

lecz zanim zniknął w kniei, nagłą wzięty złością

na trawie pozostawił ślad swojej bytności

wiadomej konsystencji w niewątpliwym kształcie

w miejscu gdzie pan Satyr stawał swoim autem

gdzie fikał koziołki i z małżonką siadał

gdzie stawiał dobre trunki, gdzie obrus rozkładał…

Czyżby tym brzydkim figlem chciał satyr zohydzić

i pozbawić splendoru Satyryka piknik?

Jakże określić wybryki, to „asa fetyda”?

Czy satyra w pigułce?

Czy pigułka satyra?

Wykonał Wiesław Michnikowski w audycji „Podwieczorek przy mikrofonie”

Pechowe imię

Przez imię nieszczęsne,

wciąż trosk mam bez liku,

na imię mam Ludwik,

wciąż słyszę: Ludwiku!

Ludwiku zamieszaj,

zagotuj,

weź,

podaj,

a wszyscy wciąż krzyczą,

Ludwiku, do rondla!

Od świtu do nocy,

dd nocy do świtu,

bo taka jest dola,

nieszczęsnych Ludwików.

Ludwiku to przynieś,

to odnieś,

pozamiataj,

leń jesteś Ludwiku,

Ludwiku miej zapał.

Wciąż żona mnie gania,

okrutna niewiasta,

już nigdy za życia

spokoju nie zaznam,

a nawet przypuszczam,

że po śmierci też nie,

bo pewnie Lucyfer

do piekła mnie weźmie.

Już widzę – znad smoły

złowrogo spogląda:

„Właź w rondel Ludwiku

Ludwiku, do rondla !”

Wyznanie

Marzenia snuję daremnie,

patrząc w kwadraty twych okien,

by dnia pewnego, jak strzała

przybyć do ciebie po prostej.

Dziś dla mnie celem jedynym

badać twych kształtów zawiłość,

bez cyrkla, miary i wagi,

boś dla mnie żywą jest bryłą.

Chcę widzieć linię i formy

finezję w każdym szczególe

jak mało znaczą przy twoich

moje mózgowe półkule.

Przez wzgląd na kształtów całokształt

prawdziwą kształtu kulturę

czoła uchylam przed tobą-

droga, przestrzenna figuro.

Do podstaw padam, z szacunkiem

kreślę się osią symetrii

do usług, zawsze oddany:

Profesor od Geometrii.

Gusta i guściki

Jak w centrum Europy, kroczę Nowym Światem,
pozę światowca przybieram,
wciąż marzy mi się by zostać Załuckim,
bo ja sam – chudy literat.

Ulicą kroczą urocze niewiasty,
a takie zgrabne aż miło,
lecz obojętnym mijają mnie krokiem,
oglądam je tylko – z tyłu.

Jedna szczególnie mi się podoba,
ale niestety, daremnie
mieć z nią przyjemność koniecznie chciałbym,
lecz ona – raczej nie ze mną.

Serce bym oddał i całego siebie
za jeden jej uśmiech choćby,
kochać ją mógłbym nawet codziennie,
niestety – nawet nie spojrzy.

Za kierownicą siada i pędzi
bogini duszy mej oraz ciała,
widzę jej wdzięki przez szybę w Fordzie,
już niechby mnie – najechała.

Dostrzegę może litość w jej oczach,
gdy rąbnę o jezdnię głową
może przetrąci kołem obojczyk,
a może – pierwszą krzyżową

Niechże mnie bóstwo przejedzie w poprzek
albo przez nogi i ręce,
ja westchnę tylko z Fordem na piersi
i dla niej wszystko poświęcę.

Może mnie potem weźmie w ramiona
jej łono to dla mnie niebo,
a ja się wtedy spytam znienacka:
„Czy pani lubi Załuckiego?”.

Wymowa faktów

Siedziałem sobie na pieńku i czytałem Nową Kulturę. Nagle, widać pod wpływem czytanego tekstu, uczułem, że zrastam się od spodu z okaleczonym drzewem, a z obu ramion zaczynają mi wyrastać konary, które natychmiast wypuszczają świeże, zielone pędy. Mało tego, czułem, że tworzymy z pniem nierozłączną całość, że coraz bardziej zrastam się z podłożem a korzenie intensywnie drążą w głąb glebę w poszukiwaniu świeżych soków. Coraz bardziej rozrastała się korona mojej głowy. Hej, hej, wybujałem wysoko! Czułem się zdrowy i silny jak młody dąbczak. Niestety młode pary patrzyły na mnie pogardliwie, w dodatku przyszły jakieś staruszki i zaczęły zbierać zbierać ze mnie lecznicze kwiecie Byłem lipą…