0a

UTWORY KABARETOWE
KRZYSZTOFA DZIKOWSKIEGO

Prezentowane utwory Krzysztofa Dzikowskiego pochodzą z Kabaretu „Stodoła” i Kabaretu „Hybrydy” (program „Ludzie to kupią” i „Radosna gęba stabilizacji”).

Piosenka „Ballada o Lili-Put” została oceniona przez krytyków i prasę kulturalną jako majstersztyk satyry politycznej i zdobyła wyróżnienie na I Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

25
8
20
fot-miroslaw-mizera

Ballada o pomnikach

W dalekim kraju, w pewnym mieście

Wspaniały pomnik księcia stał

A zamiast oczu pomnik nasz

Wprawione miał diamenty dwa

Książę za życia próżnym był

Nie zrobił nic dla ludzi

Dopiero pomnik serce miał

I żal się w nim obudził

I kazał posąg jaskółeczce

Oczy z diamentów swe wydłubać

I dla biedaków głodnych nieść

Żeby kupili chleba

Tą piękną bajkę spisał Wilde

I dał jej tytuł Happy Prince

W dalekim kraju, w pewnym mieście

Pomnik innego księcia stał

Który tyranem był, bo lud

Po śmierci się pomnika bał

Aż przyszedł w końcu zemsty czas

I pomnik lud otoczył

I pamiętając krzywdy swe

Sam lud mu wykłuł oczy

I poznał tyran ludu gniew

I chwiał się na cokole

Aż w końcu o uliczny bruk

Runął kamiennym czołem

I tę powiastkę dobrze znasz

O tym co ręce splamił krwią

Bo na przestrzeni wielu lat

Historia zapisała ją

Historia zapisała ją

Natalia Parna

Natalia Parna

Natalia Parna,

na palcach bąble i bielizny pełna balia,

i pierze sama ranki i wieczory,

długie i krótkie, czarne, białe i kolory.

Nic się nie pieni, woda w balii czarna,

bo swoje brudy pierze dziś Natalia Parna.

Jeden gentlemen wciąż pretensje ma bez racji,

że dostał z pralni jedną sztukę bez nogawki,

o gentlemani, skargi swe odrzućmy precz,

bo takie pranie, gentlemani, mocna rzecz.

Natalia Parna

Natalia Parna,

już dawno para blaski oczu jej wyżarła,

oczu krasiwych, oczu czarnych, pełnych smutku,

agregat stanął, bo zabrakło jednej śrubki.

Młodość się twoja zmydla tak jak mydło Schichta,

choć pierzesz brudy, tyś Natalio zawsze czysta

i nie ulękniesz się już wcale żadnych skarg,

że po twym praniu nie ubywa wcale plam.

Natalia Parna

Natalia Parna,

na palcach bąble i blizny pełna balia

i pierze sama ranki i wieczory

długie i krótkie, czarne, białe i kolory,

nic się nie pieni, woda w balii czarna,

bo twoje brudy bierze dziś Natalia Parna,

ten jede wszystkich pralni, praczek wspólny gen

Parna Natalio – tyś polska Sans GENE.

Kiedyś na balu fraki, srebra, piękne damy

dziś po twym praniu na obrusie brudne plamy

więc pierze sama…

A może kiedyś w noc majową, noc upalną

w prawdziwy salon zamieni się pralniczy salon,

Natalia Parna w tiul otulona

porwie cię nagle w swoje ramiona,

w praczki uścisku ciasno jak w maglu,

orkiestra zagra pralnicze tango

i zawiruje z nami wszechświat koszul niewypranych

w sercu coś jęknie jakby grało tysiąc pralek,

zapomnisz może tak z nią tańcząc przytulony,

że ciągle jeszcze szwankują u nas Pralnicze Salony.

Lunatyk

I pan: /gapi się w górę/

II pan: /gapi się w górę/

III pan: /gapi się w górę/

I pan: To chyba wariat.

II pan: Albo pijany.

III pan: Albo lunatyk.

I pan: Ciekawy jestem jak on tam wlazł?

II pan: Jak on tak może, w ineksprimablach?

III pan: Wstydu nie ma!

Pani: Ludzie, róbcie coś, ratujcie człowieka.

I pan: Trzeba zawołać pogotowie

II pan: Albo straż pożarną.

III pan: No i co? Przyjdzie straż i sik?

I pan: Jak on taki lunatyk, trzeba wołać na niego po imieniu. Obudzi się i zleci.

II pan: Andrzejku! /woła/

III pan: Stefanie!

Pani: Ludzie, co robicie? Spadnie i zabije się!

I pan: Zenonie!

/wchodzi pan w cylindrze/

Pan w cyl: Panowie wołają lunatyka? Chwileczkę, pomogę.

/wyjmuje kalendarzyk/

Alfredzie!

Wszyscy: Ani drgnie.

Pan: Baltazarze!

Wszyscy: Poruszył się.

Pan: Barnabo, Bazyli, Benedykcie!

Wszyscy: Już trzęsie się

Pan: Bernardzie, Bonifacy, Boraluksie!

Wszyscy: Już chwieje się.

Pan: Dionizy, Damazy, Dezyderacie!

Wszyscy: O, spadł!

Pan: Za duszę świętej pamięci Dezyderata proszę zmówić Ojcze nasz, Zdrowaś Maria.

Wolny Najmita – skecz

Speaker Tu Telewizja – Warszawa. Zamiast reportażu pt. „Wesele w Jezioranach” nadajemy sprawozdanie z realizacji panoramicznego filmu „Wolny Najmita”, którego premierowa projekcja miała uświetnić uroczystość otwarcia „Domu Chłopa” w Warszawie.

Asystent Ustawić się panienki. Przodem do przodu, jazda!

Reżyser „Szczeniaka” dasz mu pan z przodu, boki wygasić, tyły podświetlić. „Kubeł” na główki Uwaga! Próbujemy! /czyta/

„Wąską ścieżyną, co wije się wstęgą

między pólkami jęczmienia i żyta,

szedł blady, nędzną odziany siermięgą,

wolny najmita”.

/wchodzi najmita ubrany w strój francuskiego dworaka/

Reżyser Siermięgą!? A co to bydlę na siebie włożyło? Marszałek Richelieu?!

/najmita wychodzi/

Reżyser Uwaga – próba głosu.

Chór żeński „Wąską ścieżyną co wije się wstęgą…”

Reżyser To mają być dziewice? Kto angażował?

Asystent Angażowano tydzień temu…

Reżyser Przyjąć nowe dziewice

Asystent Są zapasowe.

Reżyser Dawaj!

/wchodzą nowe dziewice/

Chór żeński „Wąską ścieżyną co wije się wstęgą…”

Reżyser Co wam się wije, co wam się wije? To musi być widać

Chór „Między pólkami jęczmienia i żyta,

szedł blady, nędzną odziany siermięgą,

wolny najmita”.

/najmita nie wychodzi/

Chór „Wolny najmita…”

„Wolny najmita…”

/najmita ciągle nie wychodzi/

Reżyser Najmita! Do ciężkiej cholery!

/najmita wpada przestraszony/

Chór „Wąską ścieżką, co wije się wstęgą

Między pólkami jęczmienia i żyta,

szedł blady, nędzną odziany siermięgą – wolny najmita”.

/najmita idzie/

Chór „Wąską ścieżyną”…

/głośny trzask i ciemno/

Reżyser Co tam znowu chłopcy?

Najmita Ścieżyny zabrakło!!!

Piosenka cenzora

Ludzie mają poczucie hu- hu- hu- moru

i ze śmiechu mogą zdy- ha- ha- hać,

a ja wciąż tak niestety na ponuro

jak żałobne, niestety, garnituro,

bo ja wcale nie mogę się śmiać.

Choćby ze śmiechu sala się trzęsła

ktoś zleciał z krzesła

na ziemię-siup!

Wszyscy się śmieją,

wszyscy szaleją

ja jestem smutny, buzia w ciup.

Ludzie się cieszą jakby teściowe

tramwaj w połowę

przeciął jak nóż.

A ja na stronie

łezkę uronię

taka natura, trudno, cóż!

Ludzie mają poczucie hu- hu- hu- moru

i ze śmiechu mogą zdy- ha- ha- hać,

a ja wciąż tak niestety na ponuro

jak żałobne, niestety, garnituro,

bo ja wcale nie mogę się śmiać.

Bo ja – mam żonę i dzieci, panowie.

Wykonane przed Edwarda Lubaszenko w Opolu

Ballada o grabarzu

O duszny spokój modli się cieni
Anioł Hortensja – mistrz pogrzebowiec:
ma dla bogatych grubaśne świece
a dla ubogich – malutki knotek.

Ma interesik, tłoczy klepsydry,
sprzedaje smutek, przybija wieczka,
na jego biurku wśród płatnych weksli
leży piszczelik, stoi czaszeczka.

Błyszczą się sprzęty trumniarską pozłotą:
jest wieniec z blachy, lakier na pokaz.
Sprzedaje ludziom dołki Hortensja
i ciuła z płaczu grosik do grosza.

Gdy siódma bije stary Hortensja
czarne podwoje sklepu zamyka,
w ciemnym kantorku z Kasią sierotką
wśród lasu gromnic tańczy kadryla.

Bo mistrz Hortensja kocha dziewczątko;
dla niej poświęcił całe swe serce,
dla niej kupuje Wedla mieszankę,
dla niej dolary chowa w trumience.

Garbił się stary, wąs mu wciąż siwiał,
bo mu bez przerwy lat przybywało…
W końcu przy dzwonów żałobnych dźwięku
pochował grabarz swe biedne ciało.

Zostało po nim trochę grosiwa
i weksle płatne wyrokiem boskim:
kupiła Kasia za ciepłe twarde
maleńki sklepik na Marszałkowskiej.

Kupując nieraz w sklepie Kasieńki
szczotkę z nylonu, siatkę lub grzebyk
westchnijże sobie łaskawa panno
za czystą duszę pana Hortensji.